Maryla Rodowicz
Do łezki łezka
|
Autobusy zapłakane deszczem wożą ludzi od siebie do siebie, po błyszczącym mokrym asfalcie, jak po czarnym gwiaździstym niebie Od tygodnia leje w mym mieście, ścieka wilgoć po sercu i palcie, z autobusu spłakanego deszczem liczę gwiazdy na mokrym asfalcie. Do łezki łezka, aż będę niebieska w smutnym kolorze blue, jak chłodny jedwab, w kolorze nieba zaśpiewa kolor blue. Autobusy zapłakane deszczem jak ogromne polarne foki, wyszukują w deszczu swe miejsca wydmuchując pary obłoki. Po zmęczonych grzbietach ich dreszczem przelatują neonów błyski, autobusy zapłakane deszczem mają takie sympatyczne pyski. Do łezki łezka... A gdy padać przestanie w mym mieście, gdzie się ze swoim smutkiem pomieszczę, autobusem zapłakanym deszczem tam pojadę, gdzie pada wiecznie. Do łezki łezka, aż będę niebieska...
|