Topiona w bagnach rap gra, skandal Sam pcha nas na zadry kłamstwa W poszukiwaniu lekarstwa Żadnych szans plan zgasł jak lampka Wraz z kolejnym dniem Chamstwa trend dokarmia Cię Co za nami jak szpieg bez granic Od własnych myśli wygnani Lek tani To dźwięk na nim Tekst grany Snem i marzeniami, pecha nie zwalczę Niechaj dziś rap ten zdobiony slangiem Zniszczy brukowe sensacje o nas, Gdy my jak zawsze przy mikrofonach Mówimy prawdę o tym, co w naszych stronach ważne. Jak nazwiesz to bagnem, To chcę być na dnie, Chociaż mam pewność, że niżej nie upadnę. Sam wiem na ile stać mnie I jak jest, Gdy rap w tle To moje życie wolne od barier, Twarde jak martens Luźne jak Mass wear Później popatrzę, Czy mam cel w garści, Czy mam iść kraść by Jutro wywalczyć I by w głupocie nie zastygł Tym żyję i żyć chcę Z tego żyję i w tym cel, Kolejny występ, pod cyrklem powstaje wykres publiczne wyjście, usłyszcie bit ten, scena to miejsce, do którego chcę wrócić najszybciej. Mikrofon, statyw, przytocz no daty. Kolejny klasyk, mijany matiz Plus zdrowie braci, wąskie bataty Na tym to naszych rozmów oparty Po drodze szaszłyk, szybcy jak charty, Masz kwit?? Eeyy?? Tym żyje i żyć chcę, Piszę i myślę, Byle by być gdzie blisko rapsów istnieć Naprzód iść se, Miastu gry swej oddać nastrój Być mistrzem kolejnych kompaktów. Sam bez doradców, pełen faktów, Dzieł - to rap mój, Zgrany na taśmę, Jasne - kończę co zacznę Klawisz, sampler, Zabić czas ten. Ja, wraz ze mną bliscy Tabasko, czysty hardcore Bystrych państwo, My w tym jak krąg zbroi Słodycz w goryczy, Niczym tonic. Zjednoczeni by zmienić świat nasz Baucka gwardia W tym miłość, Nawet jak skończę będąc zerem, Chcę by tak było kminisz? Na zawsze być z nimi. Drugi oddech tabasko, Kochan, Tomila, i ja w to wkładam serce, Epidemia 2002 k jego mać to znasz Drugi oddech tabasko, Kochan, Tomila, i ja w to wkładam serce, Epidemia 2002 k jego mać to znasz
|